Życie bez Trudzi
Kategorie: Wszystkie | BLUBRY | SZKOŁA | WSPOMINKI
RSS
piątek, 20 lipca 2012
donos 32

Zostałam babcią.

21:27, maria97
Link Komentarze (5) »
piątek, 24 lutego 2012
donos 31

Wylazłam z nory (wychodzę, a raczej Duży mnie wozi, tylko do roboty). Dwa tygodnie temu płakałam, bo musiałam jechać do miasta, opiekować się młodymi na imprezie filmowej. Ale jak się ruszyłam z domu, to mnie poniosło. Z Bydgoszczy pojechałam do Warszawy. Z założenie nie była to wycieczka do Warszawy, tylko do córki i faktycznie cały czas poświęciłam Młodej. Nawet do zimowych Łazienek się nie wybrałam. Z Wwy chciało mi się jechać do Krakowa. Ale trzeba było wracać.

Gdybym miała pieniądze byłabym podróżniczką, która wraca do domu, kiedy jest to konieczne. Przy dzisiejszych zasobach mogę być tułaczką (żeńska forma od tułacza ;) ).

Ale tak naprawdę najlepiej mi w domu.

19:15, maria97
Link Komentarze (2) »
środa, 01 lutego 2012
Szymborska [`]

Jedyna kobieta w polskiej literaturze, której twórczość szanuję.

21:11, maria97
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 stycznia 2012
donos 30. na zimę i ferie

Nie lubię zimy, nie lubię ferii. Z tego nielubienia ferii parę lat temu wymyśliłam sobie feryjną pracę. Chodzę do roboty, pomagam maturzystom w przygotowaniu prezentacji na ustną maturę z j. polskiego. Umówiłam się z uczniami i ... chyba stwierdziłam u siebie chorobą , którą Iksińska nazwała "dysfunkcją systemu motywacji". Ale nic to, postękam trochę z rana, a za to nie będę miała poczucia straconego czasu, jak coś porobię dla ludzi.

16:52, maria97
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 stycznia 2012
donos 29. o zimowych burzach i życiu

No i uciekło. Zaczynam od nowa. Grudniowa burza mnie przestraszyła, styczniowa (13-tego w piątek) pozbawiła mnie na tydzień internetu. Kiedy po tygodniu odzyskałam łączność, po kilku godzinach padł mi komp. No to dukam na jakimś starym laptopie. Po tych  zimowych piorunach zostałam całoroczną fanką portalu burzowego. Latem zaglądałam na ich strony często, teraz będę śledzić przez cały rok. Ja się strasznie boję burzy.

Od 5. miesięcy mam w domu 2 kocurki. Drą firanki, zdemolowały choinkę, otwierają drzwi, odkręcają kurki nad zlewami. Zabawy i pracy mi nie brakuje. Nie wiem czy nie umiem ich wychować, czy może kotów nie da się wychować.

Nadal pracuję na pół etatu. Bardzo się z tego cieszę. Dzieci sobie radzą. Młody z żoną oprócz tego, że babcią mnie zrobią, załapali się na kredyt Rodzina na swoim. Młoda skończyła studia w Łodzi, teraz mieszka w Warszawie.Na pół etatu pracuje w firmie zajmującej się filmem dokumentalnym, dorabia jako niania.

19:29, maria97
Link Komentarze (3) »
sobota, 31 grudnia 2011
Donos 28

Szczęśliwego Nowego Roku
życzę wszystkim, którzy tu jeszcze wpadają.

 

Co u mnie? Latem babcią zostanę!!!

18:58, maria97
Link Komentarze (3) »
niedziela, 01 maja 2011
donos 27
Nie umiem już chyba pisać na blogu. Zapomniałam. Już cztery miesiące mineły od śmierci Trudzi. Ale to nie znaczy, że Trudzi z nami nie ma. Zjawia się co jakiś czas. A to pokasłuje, a to zniecierpliwiona stuka w kubek, drzwi otwiera znienacka. A tam gdzie jest (myślę, że to niebo) musi być bardzo nudno. Trudzia chyba chce naszego towarzystwa. Chorowałam ja, Duży i Młoda. Ale wiosna idzie, może wydobrzejemy, a Trudzia w niebieskich ogrodach znajdzie sobie jakąś pracę. Zawsze lubiła roślinki.
13:50, maria97
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 września 2010
nastepny donos
O kurde, serial "na dobre i na złe" leciał. Tam pokazywali Gładyszów. Właściwie nie jestem pewna czy na pewno Gładyszów. Ale mi się komórki szare otworzyły. W 1982 na trasie z Wysowej do Gładyszowa służba jakaś prowadziła nas pod karabinami. Mnie i mojego obecnego męża. Szukaliśmy tam gospodarstwa. Chcieliśmy hodować barany. Odpadam. Idę wspominać. Trudzia żyje. Syn się ożenił. Ja też żyję, ino kręgosłup mi siada i psychika też. Z 10 razy Trudzia umierała ale mocna jest i przeżyła te kryzysy. Ile ja wytrzymam - nie wiem.
21:10, maria97
Link Komentarze (1) »
środa, 12 maja 2010
Donos 26

gówno, dokumenty, gówno i nie zdążyłam...
Trudzia ma się dobrze. Ona czuje się dobrze, a ja padam... na nos, na ryj, na pysk, na kolana... Oczywiście - dobrze, to takie gorsze dobrze. Nie umie chodzić, głównie leży. Ale nadal ma odjechane trzydniówki. I to coraz częściej. No i nie ma już zaparć. Niestety. Załatwia się 3 razy dziennie i w zależności od kondycji mentalnej uprawia gównianą sztukę albo nie. Nieraz zmieniam pościel 3 razy dziennie.
Ale, ale...
Chwilowo jestem wypoczęta. Duży jest kochany i wypuścił mnie z domu, zajmował się Trudzią. A ja pojechałam na Doc Review. Na chwilę, ale... lepszy rydz... Skoro już jestem w gównianych klimatach, to powiem: gówniany festiwal. Dlaczego? Seanse zaczynają się bardzo późno. Taki prowincjusz przyjeżdża do stolycy na 2 doby i chciałby zobaczyć jak najwięcej.  Ale organizatorzy dbają o widza, każą mu długo spać.
Załapałam się na Herzoga ("Koło czasu" oglądałam po raz pierwszy w kinie). Spotkanie po filmie było miłe. I potwierdziło się moje przeczucie, że Herzog kocha swój głos. Może mówić, mówić.
Ciekawy jest "koniec Rosji". Ciekawy ze względu na sposób powstawania i nie tylko. Ten film to pełna inscenizacja. Dość udana. Co prawda trzy razy zapaliła mi się czerwona lampka z napisem "Ktoś tu sobie robi jaja", ale szybko traciłam czujność. Historia z ekranu wciągała.
Miałam jeszcze o dylematach etycznych i innych, ale Trudzia rozrabia, Duży rady nie daje. Spadam

20:58, maria97
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 marca 2010
Donos 25

Rozmowa:

Trudzia do Dużego: Krzychu, jak ty masz na imię?

Duży: Krzychu.

23:26, maria97
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46